Dzień zaczął się wielkim oczekiwaniem na przyjazd mojego starszego dziecięcia z koloni. Po żmudnym odliczaniu godzin w końcu nadeszła pora na wyjazd po odbiór. A tu pogoda w kratkę, właściwie to zimno jak wyjdzie słońce to znów gorąco. Po drodze spotkał nas przelotny deszcz. Dziecię me odebraliśmy w słońcu na szczęście. Zdążyliśmy dojechać do domu okrutnie się zachmurzyło. Zaczęło padać. Jak myślałam, że tak juz będzie do końca dnia wyszła przepiękna , podwójna tęcza. To na szczęście.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ależ Ci się udało uchwycić :-) Ja też wierzę, że to na szczęście, tym bardziej, że jadąc dziś z Bornego minęłam na autobus z napisem Carpe Diem i wielkim krzyżem na przednim siedzeniu!!! Jechałam dalej z duszą na ramieniu! Przy wjeździe do Śremu czekała na mnie przepiękna tęcza, dusza wróciła na swoje miejsce ;-)
OdpowiedzUsuń